Kristina, córka króla Szwecji Gustava II, zgodnie z rozkazem ojca była wychowywana tak, jakby była księciem. Król już wcześniej spłodził wraz ze swoją małżonką Marią Eleonorą dwie córki, jednak te zmarły. Dlatego tym razem ciąża Marii Eleonory napawała cały dwór nadzieją - może to wreszcie będzie chłopiec! Zauważono nawet, że dzień urodzin trzeciego królewskiego dziecka zbiegł się z wielce rzadką astrologiczną koniunkcją na niebie. To musiał być chłopiec. Chłopiec był oczekiwany tak bardzo, że w atmosferze euforii i zgiełku, urodzoną 6 grudnia 1626 roku w sztokholmskim zamku dziewczynkę uznano za chłopca. Szybko jednak zauważono pomyłkę. Jak się wkrótce okazało, ojciec obdarzył swoją córkę miłością. Ponieważ była jego jedyną (z prawego łoża) spadkobierczynią, zabezpieczył jej prawo do tronu i - jak zostało wspomniane wyżej - nakazał wychować jak księcia. Krystyna opanowała sześć języków, była biegła we władaniu mieczem i wielbiła filozoficzne dysputy. Jako wzorowa 14-letnia uczennica napawała wszystkich podziwem, ale i zdumieniem: "Trudno uwierzyć, że ona jest kobietą!" - mówiono.
Kristina została królową w wieku 6 lat, a tron objęła po osiągnięciu pełnoletności. Jest opisywana jako postać ekscentryczna i fascynująca. Oskarżono ją o morderstwo, romans z jednym z papieży (a czy oskarżono papieża?). Bisexualna i łamiąca zasady, zbyt kolorowa, żeby czynić sprawiedliwość w Szwecji (tak przynajmniej uznali autorzy przewodnika Lonely Planet "Sweden"). Przebrana w męski strój pogalopowała na południe Europy, oddając koronę kuzynowi.
Królowa Kristina jest dobrym, żeńskim duchem mojej podróży do XXI-wiecznej Szwecji. Zdałam sobie z tego sprawę jak tylko przeczytałam jej krótki acz syntetyczny (i wzięty w ramkę!) biogram we wspomnianym przewodniku. Wychowana na księcia? Ekscentryczna? Łamiąca zasady? Fakt, że właściwie wszystko zawdzięczała ojcu, który zaakceptował to, że jego żona powiła trzecią córkę ( 100 lat wcześniej Henryk VIII Tudor miał z tym problem), fakt, że ostatecznie osiadła w Rzymie gdzie przyjęła chrzest (na znak pokuty?). Ale czy w tamtych czasach można było inaczej? Jest jednak Kristina Augusta wspominaną na kartach historii władczynią, postacią wielką. I jak do tej pory jedyną - obok Astrid Lindgren - Szwedką, na opis której się natknęłam w przewodnikach po tym bliskim Polsce (1h25minut samolotem), a jednak dalekim kraju. Oczywiście nadmienia się o kobietach takich jak : Anna Lindh, Minister Spraw Zagranicznych Szwecji zamordowana w 2003 roku, Annika Sorenstam - jedna z wiodących szwedzkich golfistek, Anni-Frid "Frida" Lyngstad i Agnetha Faltskog - członkinie ABBY. Jest i kobieta pojawiająca się mimochodem, dla wyjaśnienia stopnia pokrewieństwa (a to niespodzianka: autor lubianych z resztą przeze mnie kryminałów Henning Mankell jest mężem córki Ingmara Bergmana).
Mimochodem pojawiła się też dziś kobieta na jednym z malowideł w stylizowanej na bardzo starą (acz wcale nie tak starej) sali Uniwersytetu w Uppsali - zwanej Fakultetsrummet - gdzie miałam rano zajęcia. Objaśniająca jak pisać esej Lena Holmqvist, czytając w moich myślach ("kim jest ta jedyna kobieta pośród 15 mężczyzn umieszczonych na malowidłach?"), zrobiła małą dygresję na temat wystroju sali i powiedziała: "Yes, as you can see on the painting on the left we have here only one woman. In the role of wife". Z kolei w zeszły czwartek Michael Hellner opowiadał o tym, jak to system szwedzkiego prawa nie może być wymieniony jednym tchem między wielkimi, europejskimi kodyfikacjami. Wspomniał jednak o czymś, co znam z historii polskiego prawa - kara grzywny za morderstwo (jako alternatywa dla kary śmierci), płacona rodzinie zmarłej osoby, której wysokość uzależniona była od stanu lub plemienia, z jakiego wywodził się zamordowany człowiek. "Oh, of course, if it was a woman - the fine was very low".
Lena i Michael poczynili swoje uwagi refleksyjnie - to się słyszy! Takie krytyczne dodatki do pełnego dygresji historycznych i społecznych (co bardzo cenię) wykładu. Co to jednak oznacza? Że i w tej Szwecji rajskiej, w której parlamencie zasiada 47% kobiet , w której 70% ojców bierze urlop rodzicielski (tak,tak, wszędzie pełno panów z wózkami), w której żyje się dostatnio i brak drastycznych nierówności społecznych (nie snując bardziej wnikliwych analiz) - w tej Szwecji, w salach najstarszego skandynawskiego Uniwersytetu w Uppsali nie ma na ścianach portretów kobiet. Może to nic odkrywczego, ale szczerze powiedziawszy nieco mnie to zdziwiło.
Jednak jak jest się w coś zapatrzoną z podziwem, można wpaść w pułapkę mitologizaji. Tak oto w Szwecji nigdy nie było patriarchatu! Nie prawda. W Szwecji się po prostu nieco wcześniej niż np. w Polsce umówiono. Ustalono pewne zasady. A wcześniej? Wcześniej i tu kobiety były "gorsze" od mężczyzn. A podobno i współcześnie patriarchat ma się w Szwecji całkiem dobrze. Patrząc na dysproporcje w płacach (za tę samą pracę) kobiet i mężczyzn i na niepokojące statystyki przemocy wobec kobiet można się zastanawiać - gdzie jest to genderowo-równościowo zaawansowane społeczeństwo?
Z duchowym wstawiennictwem Kristiny, licząc na pojawianie się olśnień, refleksji i spostrzeżeń będę pisać o tym, jak z mojej perspektywy się żyje i studiuje w Szwecji. Może - przy okazji - wyniknie z tego pisania coś więcej.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńAle, ale. W Szwecji bardziej cenią sportsmenki, niż sportowców. W ostatnim dziesięcioleciu sześć razy kobiety wygrywały nagrodę "za najbardziej znaczące szwedzkie osiągnięcia sportowe w roku" (Svenska Dagbladets guldmedalj). To chyba nie do końca na temat, ale w szwedzkim sporcie kobiety rządzą!:) Pozdro z arktycznej wawy!
OdpowiedzUsuńa to bardzo ciekawe, bardzo:)
OdpowiedzUsuńI w tej rajskiej Szwecji różnica między zarobkami kobiet i mężczyzn jest wciąż spora, nie mówiąc już o bardzo małej reprezentacji w organach kolegialnych przedsiębiorstw.
OdpowiedzUsuńAna, pisz koniecznie jak najwięcej! Mnie wizyta Szwedek i rozmowy z nimi uświadomiły, że Szwecja wcale nie jest, jak mi się wcześniej wydawało, rajem na ziemi. I czy słyszałaś tej partii Inicjatywa Feministyczna (http://pl.wikipedia.org/wiki/Inicjatywa_Feministyczna), której liderka w ramach protestu przeciwko nierównym płacom spaliła w czerwcu w Stockholmie 100 000 koron??? Myślałam, żeby może zrobić z nią wywiad... Czekam na dalsze wpisy i ściskam najmocniej owinięta w sweter z melą i pippi pod nogami!
OdpowiedzUsuńNo widzisz, ja póki co znam tylko Szwedów (kolesi) którzy ze mną mieszkają i nie są zbyt gadatliwi.
OdpowiedzUsuńO tej partii feministycznej coś mi się obiło o uszy - ale nie zdołały wejść do parlamentu...ponoć ludziom przeszkadzał radykalizm (skąd to znamy?)
czytałam na portalu stockholmnews, ze niby drastyczne roznice między płacami powili się zmniejszają - tak zbadano (skala to jakieś kilka lat). czekamy dalej.
tak sobie mysle, ze fakt, ze nawet w szwecji istnial feministyczny ciemnogrod to tylko argument na plus dla sytuacji w pl. odpada caly ten esencjalizm czy regionalizm (pt. inne spoleczenstwo, inny klimat, inny mental) na rzecz rozwoju spolecznego (zaczynali jak my, a doszli do tego co maja). dla mnie ok. czekam na dalsze! (mo)
OdpowiedzUsuń