piątek, 26 listopada 2010

Bokcafé Projektil

Zawieje, zamiecie a dziś siarczysty mróz (z nieba padało coś podobnego do śniegu, ale mieniło się i błyszczało...i osiadało na kurtce, drzewach, chodniku, ulicy), a w oknach lampki, świeczki, na budynkach kolorowe iluminacje. Miejskie latarnie świecą na czerwono, różowo, pomarańczowo, popija się Glögg... Na prawdę listopad w Uppsali jest do zniesienia. Jeśli dodać do tego wszelkiego rodzaju socjalizację - jest miło. Ostatnio koleżanka Åsa wzięła mnie na pokaz dokumentów z cyklu "krytyka kapitalizmu". Filmy filmami (pierwszy był fenomenalny, "Requiem for Detroit" reż. Julien Temple - obraz wyludnionego miasta, które kiedyś było ucieleśnieniem amerykańskiego snu. Przypomina nieco film M.Moore'a "Roger and Me", bo tez rzecz rozchodzi się o rozkwit i upadek fabryki General Motors, ale... tu doskonałe materiały archiwalne i muzyka, wszak Detroit to także siedziba legendarniej wytwórni Motown!) ale atmosfera miejsca. Pokaz odbywał się w opisywanym już kiedys przeze mnie tzw. Ungdomen hus, czyli Domu młodzieży. Ulokowany w starej kamienicy blisko rzeki na co dzień jest kawiarnią, miejscem spotkań, prób muzycznych. Można tam wypić herbatę za 6 koron (dolewka - 2 korony:), zjeść ciastko za 5 koron. Po 19.00, w zależności od grafiku odbywają się tam różnorakie wydarzenia - także i opisywany pokaz filmów. Mimo pozornego nieładu i klimatu DIY nad sceną powieszono dość spory ekran, było mnóstwo foteli, kanap (i dobrze, bo było sporo ludzi:). Specjałem wieczoru była zupa dyniowa. Cały dochód z wieczoru miał być przeznaczony na otwarcie niezależnej socjalistycznej kawiarnio-księgarni w Uppsali. A ja z dziewczętami - Szwedkami zajmowałam wielka, wygodna kanape i słuchałam (w przerwach między filmami) jak to się studiuje dziennikarstwo w Sztokholmie, na wydziale założonym w 1968 roku, gdzie główną lekturą dla studentów są teksty dotyczące marksistowskiej krytyki medialnej:)

Transgender Day of Remembrance

Właśnie przeczytałam relację koleżanki z mojego koła naukowego, która w skrócie opisała jak minął organizowany przez koło dzień pod hasłem "UW przeciw dyskryminacji". Okazuje się, że było miło, ciekawie, ludzie podchodzili, pobierali ulotki, pytali o informacje. Ale byli też i przeciwnicy "promocji homoseksualizmu", którzy starali się przekonać dziewczyny z koła, że powinny zaprzestać swojej niecnej działalności. Przybyli z odbywającej się na terenie kampusu manifestacji (przeciw "promocji homoseksualizmu" na UW oczywiście...). Jakkolwiek patetycznie czy pretensjonalnie może to zabrzmieć pomyślałam sobie podczas czytania tego maila, że NA PRAWDĘ w ciągu 3 miesięcy odwykłam od tego typu wydarzeń, manifestacji, podchodów (obrońców życia nienarodzonego, homofobów). Przywykłam za to do niekoniecznie tłumnych, ale głośnych, odbywających się w centrum miasta, zwracających uwagę przechodniów zgromadzeń i marszy. Pierwszy był we wrześniu i był protestem przeciwko rasizmowi. Niestety nie zdołałam w nim uczestniczyć, ale czytałam relacje i oglądałam zdjęcia. Drugi był w zeszły piątek - tym razem udało mi się w nim wziąć udział. Zgromadzenie na głównym placu Uppsali a później marsz przez główną "handlową" ulicę odbył się pod hasłem upamiętniającym ofiary transfobii. Osób była garstka, mimo to były spore transparenty, pochodnie, oraz przemowy osób zaangażowanych w walkę na rzecz praw osób transseksualnych oraz osób, które są transseksualne.
Tak jak w którymś z poprzednich postów pisałam jak inne od tych "polskich" problemy prawne mają np. Belgowie (przykład eseju dot. prawa dyskryminującego matki-lesbijki), tak zeszłotygodniowa manifestacja może posłużyć za kolejny przykład przepaści jaka dzieli społeczeństwo Polskie od Szwecji w zakresie prawa i wyzwań temu prawu stawianych. Jedna z manifestantek zwróciła uwagę zgromadzonych osób na fakt, że tak pieczołowicie przygotowywany i wdrażany Equality Plan na Uniwersytecie w Uppsali nie uwzględnia dyskryminacji osób transseksualnych. Zastanawiam się czy to podpada pod "promocję homoseksualizmu", czy też autorzy tego typu sformułowań musieliby zdobyć się na kreatywność i stworzyć inne określenie na fakt sprzeciwiania się dyskryminacji osób trans.

Podczas zgromadzenia (i późniejszego przemarszu) do manifestantów podchodzili zaciekawieni przechodnie dopytując, o co chodzi, z jakiej to okazji, itd. Podeszła pani z niemowlakiem w wózku, która nie wiedziała czym jest transseksualizm (zostało jej to wyjaśnione), podszedł młody chłopak, potem starszy pan. Ja za każdym razem miałam paranoję, że gdy pytający dowiedzą się, z jakiej okazji odbywa się manifestacja, pojawią się inwektywy, napięcie, śmiech? Nic takiego nie miało miejsca.

środa, 17 listopada 2010

Historia Prawa

Zapisałam się na kurs "Comparative Legal History" mimo, że na pierwszym roku prawa na UW historia prawa polskiego i powszechna historia prawa są całorocznymi, obowiązkowymi przedmiotami. Czyli mam to zaliczone. Jednak skusił mnie opis kursu, w którym podkreślano, że nacisk połozony będzie na perspektywę porównawczą i obejmie tez np. prawo islamskie. Egzaminem będzie tzw. take-home exam (to także mnie skusiło:).
Co się okazało? Okazało się że od dwóch tygodni przeżywam raz euforię, wynikającą z inspiracji intelektualnych jakich doznaję podczas przygotowań do zajęć i podczas samych zajęć, raz załamanie i stany niemal depresyjne. Wspominam ten pierwszy rok prawa na UW, te dwa całoroczne przedmioty (i egzaminy!!!! z historii polskiego prawa miałam poprawkę, bo niestety nie potrafiłam rozwiązać kazusu dotyczącego sytuacji z życia pewnego szlachcica, no i zdaje się nie znałam szczegółowych zapisów prawnych i dat dlatego zrobiłam więcej niż to było dopuszczalne błędów w szczegółowym teście). Z całym szacunkiem dla prowadzących ćwiczenia, wykłady... to była po prostu gehenna. A najgorsze jest to że niewiele pamiętam z tego, co znajdowało się w opasłych podręcznikach. Pamiętam tylko, że byłam nieco zbulwersowana faktem, że zgwałcona w dawnej Polsce dziewka nie mogła dochodzić swoich praw jeśli uprzednio, podczas gwałtu nie wzywała pomocy "na całe gardło". Pamiętam też, że oczekiwałam jakiegoś bardziej pogłębionego komentarza dotyczącego Kodeksu Napoleona - perły europejskich kodyfikacji, w której Napoleon ustanowił, ze kobieta jest "wieczyście małoletnia" i podelga władzy ojca a potem męża.
Nie jest też chyba dobrym efektem tej pierwszorocznej edukacji fakt, że podczas aktualnego kursu zdałam sobie sprawę z wielu podstawowych braków, jakie moja widza dotycząca historii prawa zawiera i nie jest to bynajmniej spowodowane faktem, że pierwszy rok był 3 lata temu i po prostu co nie co z głowy wyleciało. Jest to za to spowodowane tym, że podczas nauki wspomnianych przedmiotów wymagania stawiane studiującym osobom sprowadzały się do zapamiętania wielu, wielu faktów z historii (i oczywiście dat, jakże by inaczej), przepisów, rozwiązań ustrojowych (wszelkich konstytucji europejskich).
Tu zaś podczas zajęć mamy za zadanie odpowiedzieć na pytania takie jak m.in.:
Jak przebiegała recepcja prawa rzymskiego w Europie i jakie były przyczyny sukcesu prawa rzymskiego? Dlaczego Anglia nie korzystała z Corpus Iuris Civilis? Jak się rozprzestrzeniało Common Law? Czy "West is the best" ?- wątki kolonialne przy okazji tematu "rozprzestrzeniania się prawa" na cały świat. Nakreśl historię rozwoju Common Law używając trzech wybranych słów-kluczy (lista zawarta w syllabusie, np. written-unwritten, deduction-abduction, centralisation, nationalism, family-individual, men-women-children...), Czym prawo angielskie różni się od amerykańskiego? Nakreśl historyczny kontekst powstania Kodu Napoleona oraz opisz jak się rozprzestrzenił po świecie. Co kodeks mówił o pozycji kobiet i pracowników?UWAGA--> Co pisała o tym Simone de Beauvoir?, Czy możliwe jest istnienie "judge-safe law"?, Podsumuj najważniejsze fakty z historii szwedzkiego prawa - dla szwedzkich studentów - wyjaśnij grupie znaczenie słowa lagom, Czy w szwedzkim kodeksie z 1734 roku można znaleźć ślady epoki Oświecenia?
(te seminaria już się odbyły)
Następne dwa zawierają m.in tematy takie jak: Za i przeciw stylowi niemieckiego kodu BGB, opisz główne założenia Konstytucji Republiki Weimarskiej - jak to się stało, że Hitler mógł legalnie dojść do władzy? CO się stało z wolnościami obywatelskimi w Trzeciej Rzeszy?, Co się stało z sądami i fakultetami prawa? Opisz kontekst rozwoju prawa islamskiego? Czy prawa człowieka powinny być uniwersalne, czy powinien mieć raczej zastosowanie kulturowy relatywizm?

Jesteśmy podzieleni na robocze grupy i każda grupa ma przygotować na zajęcia prezentację, którą należy w formie jak najbardziej pedagogicznej skierować do reszty grupy. Każdy w grupie ma mieć w wystąpieniu swój udział. Poza podręcznikami mamy do dyspozycji zbiór tekstów (zawierający m.in. fragmenty tekstów źródłowych, "Drugiej płci" de Beauvoir, "A history of their own" traktującej o historii kobiet, krytyczne teksty dotyczące kolonizacji).
Ten kurs kończy się za 1,5 tygodnia, czyli jest to niespełna miesięczny kurs.
Mam wrażenie, że nauczę się wielu rzeczy, zapamiętam wszystko, będę kontynuowała zgłębianie wiedzy dotyczącej kwestii fascynujących różnic między common law a civil law, kolonializmu i relatywizmu kulturowego (nie muszę chyba dodawać, że spędzanie czasu w bibliotece jest ostatnio moim ulubionym zajęciem biorąc pod uwagę ilość książek w języku angielskim dotyczących interesujących mnie zagadnień).
Dlaczego na UW uczymy się tak wielu rzeczy, a nie zawsze wiemy dlaczego? po co? jakie były efekty? co to znaczy w szerszym kontekście?

sobota, 13 listopada 2010

w jakim towarzystwie ostatnio często jem lunch...

Zdjęcie poniżej zrobione jest co prawda podczas wieczornej imprezy, ale chodzi o podkreślenie tego po raz kolejny... Oto przestrzeń charakterystyczna dla prawie każdej nacji w Uppsali. Uwaga - ostatnio dowiedziałam się, że nacje są tylko w Uppsali i Lund. Są to typowo uniwersyteckie miasteczka, dlatego żeby studiujące osoby nie umarły z nudów tradycyjnie wykształciła się tu właśnie taka oto nation's reality. No i przyznajmy że funkcjonuje to bardzo dobrze. Poza tym - jak twierdzi Per z mojego nowego kursu (o którym niebawem, jest o czym pisać...) twierdzi - choć to dość subiektywny punkt widzenia - po około 3 roku 5-letnich studiów ma się serdecznie dość Uppsali. On będąc teraz na 5. roku z radością przeniósł się do Sztokholmu, gdzie co prawda życie studenckie istnieje mniej więcej na takiej zasadzie, jak w Warszawie (we własnym zakresie:), ludzie raczej pracują niż studiują, jest nieco drożej no i musi dojeżdżać te 40 minut - ale to jednak duże miasto.
Z kolei chłopak sprzedający kawę i ciasto w przyjemnej uppsalskiej knajpce Eko Cafe (który nota bene poinformował mnie, że jego brat studiuje w ...Białymstoku) uważa, ze Uppsala i Sztokholm to dwa konkurujące miejsca! Coś na zasadzie Warszawa - Kraków (biorąc poprawkę na wielkość Uppsali, bo Krakowem jednak nie jest)?
Także zapraszam na dół do zdjęcia (postacie przy stoliku znalazły się na zdjęciu przypadkowo, chodzi oczywiście o obrazy:)

Pride pride i po pride

Odwiedziny dziewczyn w ubiegły weekend były doskonałą rozrywką i relaksem. Popijanie trunków w pokoju, wspólne, wieloosobowe posiłki podczas których mówi się po polsku - to coś czego nie miałam przez ostatnie dwa miesiące:)
No i wszystko to z antyrasistowskim queer festiwalem w tle. W czwartek poszłyśmy na film, który okazał się dość "ciężkim" przekazem wzbogaconym narracją na żywo odczytywaną przez autorkę - Hilary Goldberg. Zaciekawiła mnie druga część - dotyczyła współczesnego oblicza Los Angeles. To miasto będące nieraz synonimem Hollywood i tego, co z Hollywood zrodzone - niekoniecznie wysoka, ale na pewno kultura. Film przedstawił nie do końca chwalebne oblicze miasta - opuszczone budynki, zaniedbane tereny, brak eko-polityki, za to wciąż rozrastający się system więziennictwa. Był to dla mnie wstrząs, biorąc pod uwagę fakt że w ciągu ostatnich 2 miesięcy zdołałam zapłodnić swój mózg wyobrażeniem LA pochodzącym prosto z serialu "L Word"...

W trakcie festiwalu można było wpaść na darmowe/lub pay as much as you can - śniadanie. Pieczywo i wegańskie dodatki, musli, jogurty i tym podobne śniadaniowe produkty można było zjeść w mieszczącym na górnym piętrze głównego festiwalowego punktu - kina Slotsbiografen (ponoć to w tym właśnie kinie mały Ingmar Bergman zadecydował, ze zostanie reżyserem).
Z opcji śniadań korzystałyśmy, ale wiele zależało od tego, kiedy na poczęstunek się dotarło (jedzenie szybko znikało). Jednak zapasy były uzupełniane i właściwie przez cały dzień można było w stosownej cenie podczas festiwalu coś do jedzenia nabyć. Piątek był też dniem, w którym miała się odbyć projekcja krótkiego filmu zrealizowanego przez Radykalną Akcję Solidarną po zabójstwie Maxwella Itoi (http://www.solidarnizmaksem.bzzz.net/?q=node/1), który Monika przywiozła z Warszawy. Mimo entuzjazmu organizatora festiwalu - Jonasa, naszego krótkiego wstępu przed projekcją (wygłoszonego dla nielicznej, ale jednak zaciekawionej widowni) oraz rozdystrybuowania materiałów RASu na temat sytuacji imigrantów w Polsce pokaz się nie odbył... (niewyjaśnione problemy z nasza płytą). Jednak kolejna szansa istniała - w sobotę pokaz krótkich filmów miał się odbyć po raz drugi i wtedy właśnie (już niestety bez wstępu:) bez problemów technicznych film został wyświetlony. Jesteśmy bardzo dumne z tego polskiego akcentu, tym bardziej, że film zmontowany jest z nagrywanych na telefon komórkowych filmów pokazujących całe zajście, oraz z komentarzy policji, pani prezydent Warszawy (czy raczej braku komentarza, bo na filmie mówi tylko policjant) - jest więc dość przejmujący.
W piątek robiłyśmy też zakupy we wspominanych już poprzednio uppsalskich secondhandach, a o 16.00 ja opuściłam dziewczyny udając się na mój wolontaryjny dyżur. Dyżur ostatecznie sprowadził się do... robienia kanapek które (wraz z ciastami, muffinami i innymi pysznościami) później były sprzedawane wygłodniałym festiwalowiczom podczas imprezy tanecznej, na którą my dotarłyśmy pomiędzy projekcją dokumentu o czarnych transseksualistach woman to man, a queerowym porno butch (opis filmu na stronie festiwalu :"This award-winning sex-radical butch-femme porn-classic is sure to turn up your emotions.":) No rzeczywiście film podziałał na nas dość ostro... Oglądanie seksu w konfiguracji butch-femme tak bardzo przypominało klasyczny porno układ hetero, że powstaje pytanie - czy seks może być egalitarny??? czy jednak zawsze ktoś ma władzę - szczególnie na porno filmach.
Na sobotni poranek zostawiłyśmy sobie pchli targ ale... zapomniałyśmy że 6 listopada to szwedzkie święto zmarłych...Targ był zatem niestety opustoszały, ale znalazłyśmy dwa stoiska z całkiem dobrymi towarami, także i ciuch i kolczyk został zakupiony. Potem udałyśmy się do budynku festiwalowego w celu rozstawienia się z naszymi propagandowymi materiałami prosto z Polski. Monika wysłała paczkę z ulotkami, broszurami (m.in. z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny), Ewa dowiozła materiały z Fundacji Autonomia. Do tego piny i gipsowe cipki na sprzedaż. Gdy dotarłyśmy na miejsce okazało się, że większość organizacji już się "rozłożyła", ale na szczęście przy wstawiennictwie uroczej Cecylii udało nam się zająć stolik (na spółkę z kolegą ze szwedzkiej organizacji antydyskryminacyjnej) i tak przez kilka godzin sobie przy tym stoliku zasiadałyśmy. Osoby które zatrzymywały się zaciekawione starałyśmy nieco poinformować w temacie organizacji, których materiały miałyśmy, powodów, dla których w maju 2010 roku zostały wyprodukowane gipsowe cipki itd. Materiały które nam zostały są obecnie w mojej szafie - mam nadzieję, że jeszcze się przydadzą. My same tez zwiedziłyśmy kilka stoisk. Były m.in. organizacja ochrony zwierząt, przedstawiciele gminy, organizacja anarchistyczna oraz lokalne przedstawicielstwo RFSL - The Swedish Federation for Lesbian, Gay, Bisexual and Transgender Rights (http://www.rfsl.se/uppsala/). W międzyczasie dołączyły do nas (przybywając ze Sztokholmu) Magda i Diana, z którymi to spędziłyśmy resztę dnia i nocy - najpierw na wspólnej kolacji i piciu alkoholu, potem zaś na queer imprezie będącej zwieńczeniem festiwalu. Jednak jeszcze przed imprezą uczestniczyłśmy w fenomenalnym występie pisarki, performerki i aktywistki Staceyann Chin. Mądra, piękna, zabawna - publiczność pokochała ją od pierwszego słowa. W stylu podobna do Eve Ensler, a i to co mówiła (odczytywała) z Monologami Waginy też miało coś wspólnego. Promowała najnowszą książkę o swoim dzieciństwie na biednej i homofobicznej Jamajce (książkę zakupiłyśmy, mamy tez dedykację od Staceyann). Próbki tego, co ma miejsce podczas spotkań z tą inspirującą i wspaniałą postacią można oczywiście znaleźć na youtubie-->http://www.youtube.com/watch?v=bGk3-OJX7KE
Sobotnia wieczorna impreza była dość osobliwa, bo klub w którym się odbywała zdawał się być tym z rodzaju "straight", niż "queer", co objawiło się choćby w tym, że stojąc w kolejce do wejścia zostałyśmy "zaatakowane" przez grupę wciętych 18-latek dopytujących nas czy jesteśmy "gay" i czy ten klub jest dziś "gay"??? Zdaje się że nie miały złych intencji, po prostu chciały się upewnić, ale zrobiły to w dość natarczywy sposób....
Impreza była reklamowana jako Chew Disco Pride Illegal - Gala for LGBT person without residence permit, a jej organizatorami była ekipa z Liverpoolu - Emma i Khalil, przy wsparciu performerów i artystów. Kim są i co robią - tego można się dowiedzieć z ciekawego i inspirującego wywiadu z E&K http://uppsalapride.wordpress.com/2010/11/03/why-you-should-go-to-chew-discos-pride-illegal-gala-for-lgbtq-peole-without-residence-permit/
Dlaczego to robią, jak to robią, idea DIY music and movies, pomysł na dość kontrowersyjny plakat, który miał w ich zamierzeniu zderzyć obraz przemocy, opresji i wyzysku (tak mocno obecny w grindhousowej ikonografii!!) z mającymi dokładnie odwrotny przekaz hasłami - to wszystko bardzo mnie urzekło. Wieczór był na prawdę miły, na scenie pojawiały się postacie niczym z groteskowego filmu, był też koncerty (m.in. hipnotyzująca soulowa artystka Seinabo Sey), dobra muzyka do tańca, ale... był też moment grozy. W pewnym momencie, kiedy to kolejnym występującym na scenie był kolejny mężczyzna (na dodatek biały) do mikrofonu przemówiła po angielsku dziewczyna, która prosto z mostu powiedziała, że jej się to nie podoba i że mają być tu tez kobiety i osoby czarnoskóre. Na scenę powrócił nieco zdezorientowany artysta, niestety niebawem uciszyła go kolejna osoba i zarzuciła organizatorom, że występ ten kłóci się z ideą festiwalu, bo afro-peruka na głowie białego mężczyzny to nie jest antyrasism. My (ale i wiele innych osób na sali) byłyśmy na prawdę zdziwione. Tym bardziej, że akurat występ tego pana, wyglądającego trochę jak postać "Murzyna" z "Alternatyw 4" (jeśli chodzi o rysy i fryzurę:), który w sposób na prawdę zabawny wyśpiewywał do podkładu tekst hitu "I will survive" dostarczył nam na prawdę dużo pozytywnych wrażeń. Ogólnie była to dziwna, kłopotliwa sytuacja. Organizatorzy Pride wyszli na scenę i prosili o wyrozumiałość, debatę, przeprosili też za całą sytuację. Mieli to przedyskutować - czy to zrobili, jeszcze nie wiem. Wiem jednak że miałam nieodparate wrażenie, że dziewczyny, które zgłosił swój sprzeciw jednak się trochę zagalopowały. Niedługo po ich wystąpieniach na ścianę rzucono archiwalne filmy pokazujące akcje i manifestacje z czasu Czarnych Panter i Martina Lutera Kinga. Tak jakby ktoś chciał udowodnić, że kobiety i czarni wkrótce by się w programie imprezy pojawili...
Imprezę opuściłyśmy jakiś czas przed jej zakończeniem - słyszałam, że było bardzo wesoło i tanecznie (włącznie z tańcami na scenie).

W niedzielę rano musiałyśmy się rozstać - odwiedziny dobiegły końca, ale festiwal jeszcze trwał. Udałam się na mój poranny dyżur, który zakończył się niespodziewanym uczestnictwem w warsztacie Feminist Self-Defence, który prowadzące go dziewczyny zgodziły się specjalnie dla mnie i Nesli używać języka angielskiego. To było bardzo miłe. Wiele aktywności i wykładów podczas UPride było tylko po szwedzku (ale i tak bardzo miło, ze cokolwiek było po angielsku!), co siłą rzeczy nie pozwalało nam brać udziału kiedykolwiek w czymkolwiek. W tym przypadku problemu nie było, grupa była nieliczna, wszystkie kobiety przystały na naszą prośbę. Było bardzo ciekawie i jakoś tak wyzwalająco. Nie brałam udziału w warsztatach WenDo w Polsce i choć tu słowo to nie padło, mam wrażenie że było to coś do WenDo porównywalnego. Uczyłyśmy się jak nie ustępować drogi (jeśli osoba - zwykle mężczyzna - z naprzeciwka wyraźnie od nas tego oczekuje), mówić nie, bronić się przed niechcianym "skróceniem" dystansu. Były też ćwiczenia przy użyciu worków treningowych (na wypadek skrajnie niebezpiecznych sytuacji bez wyjścia), ale ogólnie był to bardziej kurs pewności siebie i asertywności.

Po południu powróciłam do pozafestiwalowej rzeczywistości bez gości poprzez rytualne sprzątanie i pranie. Wspominam z rozrzewnieniem...