piątek, 24 września 2010

Sveriges Förenade HBTQ-studenter Uppsala

Czyli The Swedish Federation of LGBTQ Students Uppsala, którego stałam się członkinią. Należało podać imię i nazwisko, datę urodzenia, płeć (female/other/male) oraz email.
Spotkanie inaugurujące działalność w nowym roku akademickim w przyszły wtorek.

Blog informacyjny jest prowadzony po angielsku - to miło, jak widać grupa jest otwarta na osoby spoza Szwecji. Czym się zajmują? W skrócie (podaję adres dla zainteresowanych http://sfquppsala.wordpress.com/): jest to organizacja studentów kwestionujących heteronormę. Organizują spotkania, dyskusje, debaty. Z tego co zdążyłam zauważyć, jest to taka "ponadnacja" - spotkania są organizowane w Kalmar, V-Dala i innych pubach/klubach.
I to z ich strony dowiedziałam się o zapowiadającym się w dniach 4-7 listopada festiwalu!

także szykują się nie lada atrakcje!


Tort Law by Mårten Schultz

Dziś odzyskałam wiarę w to, że ekscentrycznie wystylizowani wykładowcy (patrz - zeszłotygodniowa trauma po zajęciach z rzucającym markerami profesorem) mogą być osobami błyskotliwymi, przezabawnymi i doskonale tłumaczącymi główne koncepcje szwedzkiego prawa.

Dzisiejsze zajęcia z panem o nazwisku Mårten Schultz były ogromną, ogromna przyjemnością. Opowiadał o szwedzkich deliktach (tort law), a wykład był serią absurdalnych kazusów (choć dobrze pokazujących mechanizm działania prawa) podawanych z wdziękiem i zadziwiającą szybkością (ponoć po szwedzku mówi jeszcze szybciej). I tu dało się zauważyć kilka ciekawych różnic w porównaniu z polskim prawem zobowiązań z tytułu czynów niedozwolnoych. Okazuje się, że sprawy o odszkodowanie rzadko kiedy trafiają do sądów, bo Szwecja (zainspirowana Nową Zelandią) poza generalnym The Tort Liability Act (1974) wprowadziła także bardziej szczegółowe "programy kompensacyjne" : program dotyczący wypadków drogowych, wypadków w miejscu pracy, podczas hospitalizacji, w wyniku zażycia farmaceutyków, które opłacane są w większości przez rząd. Generalna zasada szwedzkiego systemu brzmi: szkody na osobie powinny być zawsze kompensowane (w akcie nie ma nawet wzmianki o związku przyczynowym).

Poza tym - co mnie dość uderzyło - szwedzkie prawo nie wyłącza odpowiedzialności dzieci za szkodę. W praktyce nie ponoszą one kosztów - bo działają ubezpieczenia, ale prowadzący zajęcia krytykuje taką konstrukcję, i to nie tylko dlatego, że sprawiał wrażenie rozkochanego w swoich pociechach ojca (o małych dzieciach wspominał kilka razy w swoich dygresjach). Podał pewnien przykład: zdarzenie miało miejsce w zeszłym roku. 6-letni chłopiec spowodował pożar posesji. Odszkodowanie zostało opłacone przez ubezpieczyciela, jednak ubezpieczyciel postanowił... pozwać chłopca. Jak się okazało, było to dziecko imigrantów. Na wezwanie do sądu nikt nie odpowiedział, wydawało się, że ludzie w ogóle nie mieli pojęcia, co się wydarzyło. Nie było mowy o żadnej pomocy prawnej - rodzice dziecka po prostu nic w tej kwestii nie zrobili, najprawdopodobniej z powodu braku rozeznania w systemie prawnym państwa, do którego się sprowadzili. Rezultat był taki, że chłopiec został obarczony obowiązkiem zapłaty 3 milionów koron odszkodowania. Dość absurdalna sytuacja, bo - jak twierdził wykładowca - wystarczyło tylko, aby rodzice dziecka przyszli do sądu i powiedzieli, że syn płacić nie będzie. Wydaje się, że szwedzkie prawo w tym punkcie stoi w sprzeczności z konwencją o ochronie praw dziecka...

Podczas wykładu Mårten Schultz zdziwiony tym, jak jego pismo niekorzystnie prezentuje się na tablicy zdradził nam, że 20 lat temu był artystą graffiti i tagował sztokholmskie metro tagiem "Rebel" (zademonstrował ten tag na tablicy). Jakkolwiek jego słownictwo było dość wyszukane, wielokrotnie pozwalał sobie na mniej oficjalne sformułowania. Przyklasnął odpowiedzi jednego ze studentów, że najbardziej popularną formą "property damage" jest "eee broken staff?", mówiąc, że to brzmi bardzo prawniczo. Ale chyba najbardziej porywającą opowieścią było to, jak szwedzki Sąd Najwyższy powołał się w swoim wyroku na jego naukowy artykuł i tym samym... pomógł dilerowi heroiny uzyskać odszkodowanie za skradzione mu pieniądze (nie trudno się domyślić ze sprzedaży czego pieniądze pochodziły). Jest to ponoć historyjka uwielbiana przez kilkuletnią córkę profesora (chyba coś w stylu bajki na dobranoc), która zawsze powtarza "Tato, jak mogłeś coś takiego zrobić?". Cóż jednak począć, skoro Sąd Najwyższy stwierdził (powołując się na artykuł Schultza), że w szwedzkim prawie deliktowym nie ma czegoś takiego, jak zakaz ochrony interesu kryminalisty, zatem należy ogólnego przepisu który mówi, że za szkodę na majątku powinna być wypłacone odszkodowanie.

PS. Po wrzuceniu nazwiska profesora do internetu okazuje się, że jest to dość medialna postać. Występuje na okładkach czasopism, pisze komentarze głośnych spraw do popularnych pism, no i jest autorem prawniczego bloga :)

http://martenschultz.wordpress.com/



Tamburyn

Wyniki szwedzkich wyborów znane: socjaldemokraci po raz drugi w historii przegrali, szwedzcy nacjonaliści po raz pierwszy weszli do parlamentu (Szwedzi są przekonani, że to na prawdę historyczne wybory - m.in. Lena Holmqvist od powyborczej pogadanki rozpoczęła zajęcia z prawa karnego). Filip, współlokator z mojego akademikowego "korytarza", Szwed studiujący estetykę, twierdzi jednak, że ci nacjonaliści - choć mają poparcie - to tak na prawdę...go nie mają. Chodziło mu o to, że Szwedzi jednak czują niechęć do rasistowskich i ksenofobicznych postaw. Jak to scharakteryzował artykuł w Guardianie: "Choć postacie nazistów są popularnym motywem szwedzkiej popkultury, w gruncie rzeczy niewielu z nich istnieje na prawdę". Niedługo po ogłoszeniu wyników niedzielnej elekcji w Sztokholmie i Geteborgu odbyły się spontaniczne (organizacja: facebook), pokojowe manifestacje, podczas których ludzie wymachiwali transparentami: "94% Szwedów nie jest rasistami".
W mediach pojawiły się też informacje o tym, że liderka socjaldemokratów Mona Sahlin namawiała swoich kolegów i koleżanki na zmiany w organizacji parlamentarnych komisji - pomniejszenie ich liczby z 17 na 15 sprawiłoby, że Szwedzcy Demokraci nie mieliby swojej komisji. Jednak Zieloni i Lewica się temu sprzeciwili, uznając pomysł za niedemokratyczną próbę pozbawienia wybranej przecież przez społeczeństwo partii możliwości wykonywania parlamentarnych prac w zasadniczej dla nich formie, jaką jest praca w komisjach.

Imigrantów w Uppsali jest sporo. Widuję rodziny stojące w kolejkach do supermarketowych kas, mamy z dziećmi na spacerach. Osoby ciemnoskóre, skośnookie, mówiące płynnie po szwedzku (nie wiem, jak ocenić ich akcent), lub mówiące w swoich narodowych językach. Sklepowe półki są pełne egzotycznych produktów, w mieście jest też kilka tureckich i hinduskich sklepów i restauracji. SD wyprodukowali przedwyborczą reklamę, którą w skrócie można opisać tak: do źródła państwowych pieniędzy z jednej strony podchodzi pchająca wózek z dzieckiem kobieta z zasłoniętą twarzą, z drugiej starsza pani pchająca chodzik. Pytanie - "Komu powinno przysługiwać więcej benefitów? Wybierz w nadchodzących wyborach!".
Reklama została zdelegalizowana przez telewizyjne stacje. Jednak coś te kilka procent Szwedów zdołało przekonać do oddania głosów na Szwecję dla Szwedów.

Nie wiem jakie życiowe okoliczności sprawiły, że pewna kobieta siedzi na głównym deptaku Uppsali i wygrywa jednostajny rytm na tamburynie. Przechodzę tamtędy nieregularnie, ale w ciągu ostatnich dwóch tygodniu kilka razy była to moja droga do prawniczej biblioteki. Za każdym razem dźwięk instrumentu rozbrzmiewał na tej handlowej ulicy. Zastanawiam się jak to się stało, że ona musi żebrać, przecież powinna mieć zasiłki. Może chce ze swoim graniem (które trudno nazwać wirtuozerią) po prostu wyjść do ludzi? Może wydaje jej się, że ładnie gra?
Widok jej siedzącej z tym tamburynem jest na prawdę przejmujący.

sobota, 18 września 2010

Laura Augustin - posłuchajcie

Laura Augustin okazuje się przeciwniczką określania kobiet sprzedających seks, jak ofiar. Dla mnie przyzwyczajonej do myślenia, że jednak ofiarami są, nawet jeśli tak nie czują i to był pragmatyczny wybór (bo patriarchat, bo uprzedmiotowienie itd.) zabrzmiało to dość kontrowersyjnie. Jednak w zestawieniu z kontekstem, w jakim Augustin formułuje swoje stwierdzenia, czyli kontekstem szwedzkiego zakazu kupowania usług seksualnych (karzemy klienta, nie kobietę-ofiarę) jej słowa wydają się bardzo interesujące.
Tak, świat jest okrutny, patriarchalny, zhierarchizowany - przyznaje. To nie fair, że niektórzy ludzie mają mniej wyborów, że czasem każdy z wyborów jest zły. Ale czy fair jest zakazywać im dokonywania tych wyborów? Bardzo pragmatyczne podejście.
Interesujący jest szczególnie jeden z ostatnich fragmentów, dotyczący utopijnego stanowiska szwedzkiego rządu, który wie, że prawo nie funkcjonuje dobrze, ale pragnie wysyłać światu sygnał, że tu oto nie będziemy tolerować "takiego" zachowania.
Brzmi nieco podobnie do polskiego zakazu aborcji ze względów społecznych...
Podziemie aborcyjne ma się dobrze, ale Polska będzie trwała w tym symbolicznym prawie i "chroniła życie".
Sprawdźcie koniecznie!
data: 14 September 2010

piątek, 17 września 2010

Tradycja

Ostatnio przetrwałam nie do końca miłe zajęcia o tytule Contract Law. Niekoniecznie dlatego, że prawo cywilne dotyczące umów nie jest fascynujące, ani też dlatego, że osoba, która zajęcia prowadziła przynudzała tak, jak to bywa na niektórych zajęciach na WPiA w Wawszawie (wykład, silenie się na zadawanie pytań dotyczących teoretycznych modeli, na które nawet jeśli ktoś zna odpowiedź, nic w nich odkrywczego ponad to, co można znaleźć w podręczniku, poza tą "nieżyciową" informacją dzięki której ani trochę nie zrozumie się tego, jak to z tym prawem jest na prawdę).
Wykład ten (przerywany "interakcjami" wykładowca - grupa) był niemiły dlatego, że prowadzący go profesor, na oko 40-letni, objawił grupie dość ekscentryczny sposób zachowania. Oto kilka razy, kiedy chciał napisać markerem na tablicy podsumowanie tych nudnych i czczych teoretycznych dywagacji na temat umów w szwedzkim prawie, okazywało się, że marker nie pisze. Wtedy to salę wypełniał przejmujący, głośny dźwięk ciskanego z wielką siłą (mającą pokazywać skalę irytacji profesora?) o ścianę (niedaleko mnie) markera. I tak 4 razy. Z obojętnym wyrazem twarzy (sadystycznym!). I kontynuacja wykładu.
To było na prawdę traumatyczne doświadczenie. Poczułam się bardzo źle. Dlaczego on to robił? Czego wyrazem to miało być? Tego, że jest ktoś usytuowany w hierarchii "niżej" od profesora, kto (jakaś ciemnoskóra pani) po godzinach pracy uniwersytetu posprząta te porozrzucane pisaki?
Tak ja to odebrałam, i szczerze powiedziawszy, mam po tych zajęciach traumę.
To nie było zabawne, to nie było eleganckie, oryginalny, luzackie.
Mogę jeszcze tylko dodać, że pan ten był dość oryginalnie ubrany: miał na sobie granatową marynarkę ze złotymi guzikami, w butonierce satynową chustkę, oraz satynowy, żółty krawat.
Wyglądał jakby się urwał z jakiegoś ekskluzywnego klubu - wstęp tylko dla mężczyzn-prawników.
A propos klubów, nacji i tradycji. Jak wspominałam wcześniej, studenckie nacje mają w Szwecji długą tradycję. Póki co, nie wiem jeszcze na czym dokładnie ta tradycje polega, poza (to akurat pozytywne) miłymi popołudniami z kawą i ciastkami, tańszym piwem, imprezami i... (znowu te obrazy) wielkimi portretami mężczyzn zdobiącymi sale siedzib większości nacji. Jest to na prawdę ciężkie do zniesienia (dla mnie). Dla porównania - odczucia o podobnej skali mam w Pałacu Kazimierzowskim Uniwersytetu Warszawskiego. Teraz widzę, że chyba podświadomie wybrałam nację Kalmar (w której nie ma aż tylu obrazów), bo jak dotąd, wszystkie pozostałe, w których miałam okazję przebywać, dosłownie straszą tymi malowidłami! Osoby z mojej "working group", z którymi to siedziałam ostatnio na spotkaniu w nacji Varmland, stwierdziły :
"Bo tak to było, taka tradycja, kiedyś kobiety nie studiowały". Banalna konstatacja. No tak, tak było. Ale komentarz Leny Holmquist o obrazie, na którym kobieta jednak była - zupełnie ich nie zainteresował, nie docenili, że oto ktoś nie przyjmuje tego tak po prostu, "bo tradycja". "Za wcześnie było, rano takie informacje do mnie nie docierają. Kto jest na obrazie? Co mnie to obchodzi? Poza tym ta Lena ma strasznie irytujący głos".
No więc obrazy są na prawdę wielkie i są na prawdę w wielu studenckich miejscach.
W tej właśnie Szwecji.

ps. Poniżej zdjęcie monumentu, który stoi przed głównym uniwersyteckim budynkiem. Dopiero kilka dni temu zauważyłam, jak wymownie rozlokowane są postacie posągu - on góruje, popycha do przodu świat swoją myślą, ona na dole, pośród kwiatów, jako muza zapewne.

Allmänna val

Wybory. Przed moim wyjazdem do Szwecji kolega z koła naukowego Jędrzej (zainteresowany skandynawskimi systemami prawnymi) powiedział:
"Ale Ci fajnie, będziesz tam akurat w najbardziej gorącym okresie! Wybory są 19 września!".
Czyli w ta niedzielę. Rzeczywiście od czasu, kiedy po raz pierwszy wkroczyłam na główny plac Uppsali, Stora Torget, zauważam do dziś panujący tam przedwyborczy zgiełk. Każde ugrupowanie ma swoją - dosłownie - drewnianą chatkę, przed którą odbywa się agitacja: przemawiają partyjni reprezentanci, rozdawane są ulotki, gadżety. Przemawiającą osobę otacza zwykle grupka słuchaczy, nieraz wywiązują się dyskusje, łagodne kłótnie. Wygląda to na prawdę obiecująco - niestety, nie jestem w stanie zrozumieć do końca o czym mówią. Jednak po zrobieniu małego riserczu dowiaduję się, że główny pojedynek stoczą dwa koalicyjne ugrupowania:
Rządzący obecnie od czasu zwycięstwa w wyborach w 2006 centroprawicowy Alliansen (Partia "Umiarkowanych", Liberałów /Folkpartiet/, Partia Centrum i Chrześcijańscy Demokraci) i centrowolewicowy De Rödgröna - czyli The Red-Greens Coalition, założona przez Socjaldemokratów /którzy to właśnie po długoletnich rządach w Szwecji przegrali w ostatnich wyborach/, Zielonych i Partię Lewicową). Można dodać, że 4 lata temu Socjaldemokraci odnotowali najniższe poparcie dla swoich postulatów (39.99%) od czasu uchwalenia w Szwecji powszechnego i równego prawa wyborczego, czyli od lat 20. XX wieku. I co chyba jeszcze bardziej interesujące - w 2007 roku ówczesnego przewodniczącego Socjaldemokratów - Göran Perssona, zastąpiła Mona Sahlin - pierwsza kobieta na stanowisku partyjnej liderki. Jeśli De Rödgröna zwyciężą, Szwecja będzie miała po raz pierwszy w swojej historii kobietę na stanowisku Premiera. Upraszając - podstawowa różnica między ugrupowaniami, to kwestia wysokości podatków. Nie trudno zgadnąć, że centroprawica chce obniżenia podatków, centrolewica zaś utrzymania "nowoczesnego państwa opiekuńczego, gdzie praca jest na pierwszym miejscu". Centroprawica różnicę tą określa zdaniem: "My chcemy stymulacji rynku pracy, oni państwa opiekuńczego".
W kwestiach światopoglądowych wielkich różnic nie ma - co jest dość symptomatyczne, biorąc pod uwagę to, jak bardzo polska prawica i lewica są od siebie daleko (przynajmniej programowo). Przyglądając się bardziej szczegółowo postulatom partii wchodzących w skład wyborczych bloków, zauważymy m.in.:
postulaty Partii Lewicowej - wprowadzenie dnia wegetariańskiego w szkołach w celu zmniejszenia wpływu produkcji mięsa na środowisko, przymusowy, równy podział urlopu rodzicielskiego między oboje rodziców (obecnie zarówno matka jak i ojciec mają po 60 dni urlopu, kolejne 270 dni mogą podzielić wedle swojego uznania - zwykle urlop ten biorą tylko kobiety).
Zieloni: wprowadzenie kwot płci z zarządach firm, poprawienie usług transportu miejskiego i kolei (w tym rozbudowanie szybkiej kolei między największymi miastami)
Chrześcijańska Demokracja - zmniejszenie podatków dla osób starszych
Liberałowie: wstąpienie Szwecji do strefy Euro, uznanie przemocy mężczyzn wobec kobiet za istotny problem dotyczący równości płci, delegalizacja małżeństw dzieci (dotyczy tych zawartych poza granicami Szwecji, w krajach, gdzie osoby mogą wstąpić w związek małżeński nie osiągnąwszy 15 roku życia).

Interesujące są programy pozostałych, nienależących do wspomnianych wyżej bloków partii:
Faministik Initiaitv - założona w 2005 roku partia zdobyła w wyborach w 2006 roku jedynie 0.68 % poparcia.
Liderka partii Gudrun Schyman twierdzi, że brak ideologicznych różnic między dwoma głównymi konkurentami - Alliancen i De Rödgröna świadczy o tym, że nie mają oni pomysłu na rozwiązanie istniejących ciągle w szwedzkim społeczeństwie problemów, którymi są rasizm, seksizm, dominacja heteronormatywnej perspektywy. Ubolewa szczególnie nad rosnącym społecznym poparciem Szwedów dla Szwedzkich Demokratów - partii o neonazistowskich korzeniach, która pragnie Szwecji "kulturowo homogenicznej". Jak wskazują statystyki Sverigedemokraterna mają szansę na wejście do parlamentu, jednak nawet jeśli tak się nie stanie, wpływ partii na politykę imigracyjną rządu pozostaje znaczny.

Priorytety Feiministik Initiativ to m.in.:
równa płaca dla kobiet i mężczyzn
równościowe rozwiązania dotyczące kwestii ubezpieczeń indywidualnych dla pracujących matek, koncepcje nowoczesnego rodzicielstwa (in vitro dostępne dla singli), elastyczne długość dnia pracy (aby wybór między pracą, zajmowaniem się domem, działalnością społeczną i czasem wolnym nie był aż tak ograniczony. W przypadku kobiet ciągle wygląda to następująco: pracują na pół etatu, żeby drugą połowę dnia poświęcić na pracę w domu, opiekę nad dziećmi i starszymi)
uczynienie praw dziecka możliwymi do egzekwowania w sądach (póki co Szwecja jest związana konwencjami, które są jedynie tzw. miękkim prawem)
wzmocnienie ochrony kobiet przed przemocą
"nie znaczy nie" - chodzi tu o zmianę przepisów dotyczących gwałtu, które nakładają na ofiarę ciężar dowodu, na skutek czego to zgwałcona kobieta musi udowadniać, że rzeczywiście powiedziała "NIE".
Można dodać, że każdy postulat dotyczący kwestii prawa rodzinnego jest opatrzony komentarzem, że celem partii jest równouprawnienie rodzin tradycyjnych i tęczowych.

Czy polityka z perspektywy feministycznej ma tym razem szansę zaistnieć w szwedzkim parlamencie? Dowiemy się niebawem.

Podczas tegorocznej kampanii wyborczej mocno dyskutowaną kwestią jest zakaz kupowania usług seksualnych, czyli sławne szwedzkie prawo, które karze klienta, nie osobę, która usługę "dostarcza", czyli prostytutkę.
Tyle tylko, że dyskusje odbywają bynajmniej nie wśród polityków. Temat ten jest skutecznie przemilczany, a tylko jeden oficjalny raport wykazuje, że prawo to (wprowadzone w 1999 roku) jest dobre, skuteczne, potrzebne. Raport ten jednak - jak oceniają komentatorzy, m.in. socjolożka Lara Augustin (autorka bloga "The Other Swedish Model" http://www.thelocal.se/blogs/theotherswedishmodel/) jest pełen metodologicznych niedociągnięć i ... ideologii. Prawo jest dobre, takie zachowania jak kupowanie usług seksualnych my, Szwedzi, nie akceptujemy.
Założenie, jakie przyświecało ustanowieniu zakazu kupowania usług seksualnych było imponujące: to kobieta sprzedająca ciało jest ofiarą patriarchatu. Niektórzy wskazują (jak np. Louise Perrson, której tekst możemy znaleźć na wspomnianym blogu Augustin, data: 5 lipca, 2010), że szwedzkie prawo bywa traktowane niemal jak kwintesencja szwedzkości, postępowości, w porównaniu do innych, "zacofanych" krajów, gdzie prostytucja jest legalna, nielegalna (karane są osoby prostytuujące się), lub też nie jest to zupełnie uregulowane.
Czy rzeczywiście szwedzkie prawo jest dobre?
Od rządu nie oczekujmy obiektywnej odpowiedzi.


poniedziałek, 13 września 2010

Kulturnatten

Noc ( i dzień) kultury – wydarzenie znane nam i w Warszawie. Rzeczywiście w sobotnie popołudnie spacerowałam po Uppsali, zaliczając koncert gospel na rynku (blond solistka z warkoczem śpiewała prawdziwie czarnym głosem, stragany ze szwedzkimi, chińskimi, serbskimi specjałami, koncert grupy bębniarzy, oraz pokaz karateJ(biły się dziewczyny z dziewczynami, ale i dziewczyny z chłopakami). Były pokazy filmów koreańskich, niemych z muzyką na żywo, krótkometrażowych, japońska ceremonia picia herbaty w ogrodzie botanicznym, koncerty w kawiarniach, oraz mnóstwo zajęć dla rodziców z dziećmi.

Przegapiłam niestety odbywające się na głównym rynku wydarzenie zatytułowane „Parkour – Introduction for girls” („Our goal is to inspire and motivate above all girls to come and try parkour, a metod of training to help you overcome all kinds of obstacles in your path, both physical and mental”) – zbyt długo zabawiłam na pobliskim pchlim targu, pełnym rozmaitych skarbów.

Wieczór przyniósł muzyczne odkrycia (było kilka postawionych w różnych punktach miasta scen), ale przede wszystkim ten dzień i ta noc pokazały mi dobitnie, jak bardzo na szwedzkiej ulicy widoczni są:

Po raz kolejny – ojcowie z wózkami

Osoby starsze - pary bądź samotne postacie starszych kobiet i mężczyzn, chodzące powoli, czasem przy wsparciu chodzików, sprawiające wrażenie zadowolonych i czerpiących radość z tak miłego dnia/wieczoru. Niezapomnianym widokiem będzie dla mnie widok siedzącego na ławce w samym centrum deptaku na oko 80-letniego pana, który wieczorową porą jadł loda.

Osoby niepełnosprawne – często w asyście drugiej osoby, ale wielokrotnie bez nikogo – na wózkach, o kulach, wjeżdżając po górzystej ścieżce, jadąc na specjalnie przystosowanym rowerze...

Pary lesbijskie i gejowskie

Rodzice z malutkimi dziećmi siedzący w kawiarniach, popijający piwo i wino

Ludzie z psami (bez kagańców, czasem jadące w przyczepie ciągniętej przez rower).

I nie jest tak tylko podczas nocy kultury - przyniosła ona tylko nadzwyczajne zagęszczenie ludzi w ogóle. Jest tak na co dzień. W sklepie, parku, na przystanku, na uniwersytecie.

Tu w Uppsali, która przecież metropolią nie jest, różni ludzie są na prawdę widoczni. Co dopiero w Sztokholmie.

Vad heter du?

Vad heter du? - zapytał mnie brodaty Turek na pierwszej lekcji szwedzkiego. Odpowiedziałam: Jag heter Anna (niestety nie pamiętam vag heter han...), a on zaczął wymieniać mi żeńskie imiona: Agnieszka, Magda, Kasia, na koniec zaś zaimponował doskonałą wymową słowa "zajebiście".
Okazało się, że Turek ten 3 lata z rzędu spędzał w USA, Wisconsin, wraz z grupą osób z Polski w ramach programu Work and Travel. Sprawiał wrażenie bardzo dumnego ze swoich polskich, pewnie egzotycznych dla niego znajomości. Zdradził mi, że niebawem odwiedzi Częstochowę, gdzie na erasmusie przebywa jego dziewczyna. Mam wrażenie, że poza osobami z Australii, Nowej Zelandii, Niemiec i Francji to właśnie osoby z Turcji stanowią sporą część studiujących w Uppsali. Nowo poznany kolega Turek wyglądał na beztroskiego, za to Turczynka Neslihan, z którą rozmawiałam ostatnio przy herbacie, narzekała na dyskryminację, jaka spotyka Kurdów w jej kraju. Przeżywała referendum nad zmianami w tureckiej konstytucji - jak się okazało wczoraj- Turcy powiedzieli "tak" dla zmian, które według Neslihan, ale i także według laickiej turckiej opozycji - umocnią władzę rządzącej islamskiej partii.
Ale zostawiając temat Turcji i jej mieszkańców, chciałabym podzielić się refleksjami na temat uniwersyteckiego samorządu, bo tak wydaje mi się należy rozumieć nazwę Student Union czyli powstałej w 1849 roku Uppsala Studentkar. Patrząc na broszurkę, którą wzięłam z siedziby unii, ale i śledząc zawartość strony internetowej (przy użyciu google translate, co daje czasem "funny" english - jak to okresliła wspominana już przez mnie prowadząca zajęcia Lena) odniosłam wrażenie, że Uppsala Studenkar jest na prawdę dobrze zorganizowana. Abstrahując od tego, że udział dziewczyn w organach unii jest znaczny (przewodniczącym jest co prawda chłopak, jednak już wiceprzewodniczącą odpowiedzialną za "student welfare" jest jego koleżanka), co w porównaniu do samorządu studentów UW jest na prawdę imponujące, oraz od tego, że naczelnym calem unii monitorowanie jakości kształcenia i zwiększanie wpływu studiujących na uniwersytet, moją uwagę zwróciła bogato rozbudowana sekcja zwana "equality issues". I tak z broszurki dowiadujemy się, że Uppsala Studentkar aktywnie pracuje nad równością i różnorodnością w środowisku uniwersyteckim. Robi to przy pomocy Equality Group, feministycznej grupy która buduje świadomość i pragnie kreować przestrzeń wolną od dyskryminacji ze względu na płeć, seksualną orientację i tożsamość, niepełnosprawność, narodowość, czy pochodzenie społeczne. Działalność unii dotyczy zarówno osób studiujących, jak i pracujących na uniwersytecie. Jedną z form działania unii jest monitorowanie zawartości uniwersyteckich podręczników, ponieważ - jak tłumaczą osoby z unii - jeśli studiująca osoba nie czuje, że podręcznik jest do niej adresowany, jej osiągnięcia w nauce są niższe. Ciekawa i dająca do myślenia teoria w kontekście zawartości podręczników do prawa rodzinnego (i nie tylko) obowiązujących na wydziałach prawa w całej Polsce, w których to można przeczytać, że związki homoseksualne są sprzeczne z naturą, zaś jak najbardziej z nią zgodne jest powołanie kobiet do macierzyństwa. Chciałam sprawdzić jak się w Equality Grupie pracuje, jednak poinformowano mnie, że spotkania są prowadzone tylko po szwedzku. Ponieważ jeszcze dwie osoby (wspomniana Neslihan i student z Indii Eethan) chcieli pracować w grupie, jej koordynator zaproponował nam stworzenie swojej własnej grupy dla studentów zza granicy. Zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie. Może wtedy osoby ze szwedzkiej Equality Group zechciałyby wziąć udział w naszych spotkaniach i opowiedzieć o swojej pracy.
Wracając do kwestii pochodzenia społecznego i etnicznego - jest ona głównym pukntem zainteresowania grupy ESMeralda, która wraz z Uniwersytetem i gminami pracuje nad zmniejszeniem dyskryminacji ze względu na pochodzenie etniczne i społeczne przy rekrutacji na studia. Robi to m.in. przy pomocy spotkań organizowanych w szkołach podstawowych, na których uczącym się dzieciom przybliżany jest temat edukacji wyższej.
Jest także w unii miejsce na grupę pracującą nad kwestiami ochrony środowiska i czynienia studenckiego życia bardziej eko, oraz na grupę doradców prawnych, do której można zgłosić się w sprawach związanych z prawami studenckimi. Jeśli natomiast jakaś osoba czuje się nie doinformowana w kwestii zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego, może się zgłosić do grupy Kondoma Mera! (więcej kondomów). A właściwie - jeśli nie jest to paląca kwestia - to zgłaszać się nie musi, bo na ten rok akademicki edukatorzy grupy Kondoma Mera! zaplanowali częste spotkania informacyjne na kampusie, podczas których można też zaopatrzyć się w darmowe kondomy i femidomy.
A wszystko to na podstawie twardego prawa, jakim jest Swedish Discrimination Act ustanowiony w 2008 roku. Odniesienia do tego aktu można też odnaleźć na stronie głównej uniwersytetu w Uppsali, w zakładce "Your Rights". Jak się okazuje to prorektor uniwersytetu odpowiada za wdrożenie uchwalanego centralnie planu równościowego, a robi to przy pomocy komitetu w którego skład wchodzi przewodniczący, przedstawiciele pracowników i studentów uniwersytetu. Komitet czuwa nad równością płci i prewencją przed dyskryminacją, przygotowuje centralny równościowy plan oraz raz w roku dokonuje ewaluacji swojej pracy. Kadencja komitetu trwa 3 lata.
Wszystko to wygląda bardzo, bardzo dobrze. Ciekawe jak działa. Może uda mi się tego dowiedzieć.

wtorek, 7 września 2010

Beginners Guide

"I might be wrong, but I'm guessing that your homeland doesn't have Nations..." - tak zaczyna się "Begginers Guide - The Guide To Your Student Life in Uppsala".
Rzeczywiście w Polsce "nacji" nie ma. Za to tu, w Uppsali, słowo "Nation" to słowo - klucz.
"Do jakiej nacji należysz?" to pytanie nie mniej istotne, niż "Skąd pochodzisz? Co studiujesz? Gdzie mieszkasz?" (przynajmniej jeśli chodzi o pytania zadawane na początku znajomości).
"Nations" to swego rodzaju uniwersyteckie stowarzyszenia, które po angielsku można określić jako fraternity/sorority (tak, jest tu i miejsce dla stowarzyszeń sióstr - studencki przewodnik to podkreśla). To trochę kluby zainteresowań, kawiarnie, imprezownie, biblioteki. To do nich i między nimi przemieszczają się grupki hałaśliwych, kolorowych młodych ludzi, szczególnie wieczorami, bo każda nacja ma swój klub. Można też robić to mniej zespołowo, jak ja podczas moich pierwszych dni w Uppsali. Jednak po wejściu do środka budynku danej nacji nie jest ważne, czy jest się w towarzystwie czy bez, bo atmosfera jest tak studencka, a język angielski tak powszechnie używany, że właściwie nie sposób poczuć się totalnie indywidualistycznie. Konwersacje po prostu same się nawiązują. Z resztą taki jest też jeden z celów istnienia nacji - integracja środowiska studenckiego, szczególnie "newbies", którzy przybywają czy to ze Szwecji, czy też z innych krajów na studia w Uppsali (Australia i Nowa Zelandia - to miejsca z których do Szwecji przybywa bardzo dużo osób! Osoby te pytane, dlaczego akurat Uppsala, odpowiadają, że chodziło o państwo położone jak najdalej. Ja ze swoimi planami poznania życia w równościowej Szwecji, oni, byle najdalej...) Studiując na Uniwersytecie w Uppsali do "nation" trzeba należeć - karta członkowska upoważnia do zdawania egzaminów. No i też prawdą jest, że dobrze rozwinięta sieć nacji (jest ich 13) z rozmaitymi aktywnościami jakie oferują (śpiewanie w chórze, wycieczki krajoznawcze, zajęcia teatralne, biblioteki, puby, restaurację wegańską, klub rockowy, klub queer, open mic night's, stand up club, movie nights) daje dość szeroki wachlarz opcji na spędzenie wolnego czasu. W Uppsali są puby i kawiarnie, antykwariaty, second handy z vintage ciuchami, garnkami, szklankami i vinylami, sala koncertowa, muzea i miejskie biblioteki, ale tak z wraz z końcem roku akademickiego zapewne nieco się tu wyludnia, a nieporównywalnie więcej atrakcji oferuje oddalony o 40 minut podróży pociągiem Sztokholm. To pewne, że odwiedzających mnie gości będę musiała raczyć alternatywnymi do tych studenckich rozrywkami bo niestety (i tu - jak mi powiedziano - "We are very strict") nacje są tylko i wyłącznie dla osób studiujących.
Upplands Nation, Vastmanlands-Dala Nation, Goteborgs Nation, Norrlands Nation, Gotlands Nation, Kalmar Nation, Gastrike-Halsinge Nation... - oto przykładowe nazwy uppsalskich nacji, pochodzące od nazw regionów lub miast szwedzkich.
Większość powstała w połowie XVII wieku, widać więc, że nacje to dość długa tradycja. W przewodniku "newbies" zachęcani są do wstępowania do poszczególnych nacji i rozwijania w nich swoich organizatorskich zdolności, do zabawy, pracy (można pracować w barach, kuchniach, przy organizowaniu eventów - w zamian niewielką zapłatę lub darmowe obiady), oraz do delektowania się kawą i ciastkami na spotkaniach zwanych FIKA ( fika na tygodniu w godzinach 11-16, czy też Saturaday lub Sunday Fika od 12 do 17 to wręcz rytuał!). Piwa, obiady i Fika są w przystępnych cenach - ponieważ odpowiedzialny za gotowanie, pieczenie i podawanie staff nie jest dobrze opłacany (albo nie jest opłacany wcale) - ceny w nacjach są o wiele niższe niż w miejskich klubach i restauracjach.
Aktualnie nie jestem doskonale obeznana w różnicach między nacjami. Ponoć Stockholms Nation zrzesza głównie pochodzące ze Szwecji osoby studiujące prawo (w przewodniku podana jest informacja, że jej honorowym członkiem jest Król Karol XVI Gustaw), V-Dala jest polecana osobom zza granicy, Upplans organizuje regularnie wieczory filmowe, Vastgota zaprasza na ekologiczne lancze do ogrodu, a Kalmar na lancze wegańskie i wegetariańskie w dobrych cenach, imprezy w klubach Glasnost, Katushka i Wilde! (ten ostatni ma być klubem queer).
Nie wiem co właściwie zadecydowało o tym, że dziś poszłam właśnie do Kalmar i wpłaciwszy 280 koron (członkostwo jest płatne/na semestr) otrzymałam kartę członkowską. Czy to, że za swoich czasów studenckich do tej nacji należała Astrid Lindgren, czy te wege posiłki, open mic nights (bo to właśnie tu się te imprezy odbywają), dobre ciastka, a może piękne kryształowe żyrandole jakie wiszą tam w większości pomieszczeń.
Nie jest to aż tak istotne, bo dla każdej osoby będącej w posiadaniu karty członkowskiej, każda nacja stoi z otworem.

poniedziałek, 6 września 2010

Kristina, córka króla Szwecji Gustava II, zgodnie z rozkazem ojca była wychowywana tak, jakby była księciem. Król już wcześniej spłodził wraz ze swoją małżonką Marią Eleonorą dwie córki, jednak te zmarły. Dlatego tym razem ciąża Marii Eleonory napawała cały dwór nadzieją - może to wreszcie będzie chłopiec! Zauważono nawet, że dzień urodzin trzeciego królewskiego dziecka zbiegł się z wielce rzadką astrologiczną koniunkcją na niebie. To musiał być chłopiec. Chłopiec był oczekiwany tak bardzo, że w atmosferze euforii i zgiełku, urodzoną 6 grudnia 1626 roku w sztokholmskim zamku dziewczynkę uznano za chłopca. Szybko jednak zauważono pomyłkę. Jak się wkrótce okazało, ojciec obdarzył swoją córkę miłością. Ponieważ była jego jedyną (z prawego łoża) spadkobierczynią, zabezpieczył jej prawo do tronu i - jak zostało wspomniane wyżej - nakazał wychować jak księcia. Krystyna opanowała sześć języków, była biegła we władaniu mieczem i wielbiła filozoficzne dysputy. Jako wzorowa 14-letnia uczennica napawała wszystkich podziwem, ale i zdumieniem: "Trudno uwierzyć, że ona jest kobietą!" - mówiono.
Kristina została królową w wieku 6 lat, a tron objęła po osiągnięciu pełnoletności. Jest opisywana jako postać ekscentryczna i fascynująca. Oskarżono ją o morderstwo, romans z jednym z papieży (a czy oskarżono papieża?). Bisexualna i łamiąca zasady, zbyt kolorowa, żeby czynić sprawiedliwość w Szwecji (tak przynajmniej uznali autorzy przewodnika Lonely Planet "Sweden"). Przebrana w męski strój pogalopowała na południe Europy, oddając koronę kuzynowi.

Królowa Kristina jest dobrym, żeńskim duchem mojej podróży do XXI-wiecznej Szwecji. Zdałam sobie z tego sprawę jak tylko przeczytałam jej krótki acz syntetyczny (i wzięty w ramkę!) biogram we wspomnianym przewodniku. Wychowana na księcia? Ekscentryczna? Łamiąca zasady? Fakt, że właściwie wszystko zawdzięczała ojcu, który zaakceptował to, że jego żona powiła trzecią córkę ( 100 lat wcześniej Henryk VIII Tudor miał z tym problem), fakt, że ostatecznie osiadła w Rzymie gdzie przyjęła chrzest (na znak pokuty?). Ale czy w tamtych czasach można było inaczej? Jest jednak Kristina Augusta wspominaną na kartach historii władczynią, postacią wielką. I jak do tej pory jedyną - obok Astrid Lindgren - Szwedką, na opis której się natknęłam w przewodnikach po tym bliskim Polsce (1h25minut samolotem), a jednak dalekim kraju. Oczywiście nadmienia się o kobietach takich jak : Anna Lindh, Minister Spraw Zagranicznych Szwecji zamordowana w 2003 roku, Annika Sorenstam - jedna z wiodących szwedzkich golfistek, Anni-Frid "Frida" Lyngstad i Agnetha Faltskog - członkinie ABBY. Jest i kobieta pojawiająca się mimochodem, dla wyjaśnienia stopnia pokrewieństwa (a to niespodzianka: autor lubianych z resztą przeze mnie kryminałów Henning Mankell jest mężem córki Ingmara Bergmana).
Mimochodem pojawiła się też dziś kobieta na jednym z malowideł w stylizowanej na bardzo starą (acz wcale nie tak starej) sali Uniwersytetu w Uppsali - zwanej Fakultetsrummet - gdzie miałam rano zajęcia. Objaśniająca jak pisać esej Lena Holmqvist, czytając w moich myślach ("kim jest ta jedyna kobieta pośród 15 mężczyzn umieszczonych na malowidłach?"), zrobiła małą dygresję na temat wystroju sali i powiedziała: "Yes, as you can see on the painting on the left we have here only one woman. In the role of wife". Z kolei w zeszły czwartek Michael Hellner opowiadał o tym, jak to system szwedzkiego prawa nie może być wymieniony jednym tchem między wielkimi, europejskimi kodyfikacjami. Wspomniał jednak o czymś, co znam z historii polskiego prawa - kara grzywny za morderstwo (jako alternatywa dla kary śmierci), płacona rodzinie zmarłej osoby, której wysokość uzależniona była od stanu lub plemienia, z jakiego wywodził się zamordowany człowiek. "Oh, of course, if it was a woman - the fine was very low".

Lena i Michael poczynili swoje uwagi refleksyjnie - to się słyszy! Takie krytyczne dodatki do pełnego dygresji historycznych i społecznych (co bardzo cenię) wykładu. Co to jednak oznacza? Że i w tej Szwecji rajskiej, w której parlamencie zasiada 47% kobiet , w której 70% ojców bierze urlop rodzicielski (tak,tak, wszędzie pełno panów z wózkami), w której żyje się dostatnio i brak drastycznych nierówności społecznych (nie snując bardziej wnikliwych analiz) - w tej Szwecji, w salach najstarszego skandynawskiego Uniwersytetu w Uppsali nie ma na ścianach portretów kobiet. Może to nic odkrywczego, ale szczerze powiedziawszy nieco mnie to zdziwiło.
Jednak jak jest się w coś zapatrzoną z podziwem, można wpaść w pułapkę mitologizaji. Tak oto w Szwecji nigdy nie było patriarchatu! Nie prawda. W Szwecji się po prostu nieco wcześniej niż np. w Polsce umówiono. Ustalono pewne zasady. A wcześniej? Wcześniej i tu kobiety były "gorsze" od mężczyzn. A podobno i współcześnie patriarchat ma się w Szwecji całkiem dobrze. Patrząc na dysproporcje w płacach (za tę samą pracę) kobiet i mężczyzn i na niepokojące statystyki przemocy wobec kobiet można się zastanawiać - gdzie jest to genderowo-równościowo zaawansowane społeczeństwo?

Z duchowym wstawiennictwem Kristiny, licząc na pojawianie się olśnień, refleksji i spostrzeżeń będę pisać o tym, jak z mojej perspektywy się żyje i studiuje w Szwecji. Może - przy okazji - wyniknie z tego pisania coś więcej.