niedziela, 31 października 2010

Nikomu nie podnosi się ciśnienie

Dopiero kilka dni temu zdałam sobie sprawę, że jednak tu - w Szwecji - na wydziel prawa (ale i nie tylko) jest inaczej. Brzmi banalnie, ale zaraz wyjaśnię o co mi chodzi. Zdaje się, że to opis dyskusji na temat prawa aborcyjnego, czy może jej braku był takim pierwszym krokiem do tego, żeby stwierdzić, że to, od czego zwykle w Polsce na ulicy, na spotkaniach towarzyskich, na zajęciach, debatach, manifach - podnosi mi się ciśnienie - czyli seksizm i homofobia - tu jest obecne w niewielkim, jeśli nawet w zerowym stopniu!. Oczywiście, może gdzieś indziej, w innych gronach, w innych środowiskach, "undergoundowo", nieoficjalnie, w głębi duszy...tego nie wiem. Ale na pewno nie oficjalnie i z podniesiona głową. No bo jak może być inaczej, skoro w Szwecji i w krajach, z których pochodzą osoby z mojej grupy - w Nowej Zelandii, Holandii, Belgii, Niemiec, Australii - małżeństwa lub choćby związki partnerskie osób tej samej płci są prawnie rozpoznawalne? A za tym idą wszystkie te kwestie, o których się wspomina w Polsce przy okazji przekonywania, że takie uregulowanie jest potrzebne nie tylko po to, żeby osoby homoseksualne się lepiej poczuły, czyli kwestie podatkowe, szpitalne, rodzicielskie, o kwestie dziedziczenia. czyli To, co w Polsce jest tematem tabu, czy nawet oznaką antypatriotyzmu, antykatolicyzmu, oznaką bycia osobą niemoralną, "chorą" - jeśli chodzi o debatę polityczną, prawną (kazus podręczników do prawa rodzinnego...) i publiczną (ale też i w prywatnej dyskusji są nierzadko źródłem zgorszenia!) nie wywołały żadnej kontrowersji na moich zajęciach (poza wspomnianymi ukradkowymi westchnieniami niezadowolonego Belga), nie były tematem do kłótni, dyskusji. Nikomu nie podnosi się ciśnienie. Może istnieją osoby, które w głębi duszy wyznają antywartości homofobiczne i seksistowskie, albo podyskutowałyby o tym przy piwie. Na ubiegłotygodniowej obronie esejów jednak, kiedy to poza esejem o aborcji były trzy odnoszące się do małżeństw homoseksualnych - nikt nie podnosił kontrargumentów. Bo to już jest, już istnieje, to prawo już funkcjonuje, ludzie biorą śluby, mają "legalne" rodziny.
Katrien z Belgii pisała o prawie lesbijek do sztucznego zapłodnienia i kwestiach związanych z rozpoznawalnością matki nie-biologicznej. W swoim tekście starała się dowieść, że prawo belgijskie, choć dość progresywne, jest jednak pełne luk i jeśli chodzi o ta właśnie kwestię, to w porównaniu do szwedzkiego jest krzywdzące i niesprawiedliwe! Chodzi o to, ze w Szwecji partnerka biologicznej matki dziecka staje się automatycznie drugim rodzicem - po dopełnieniu procedury uznania (czyli tak samo, jak to jest w przypadku par hetero). W Belgii zaś musi ona dziecko .... adoptować (czyli w porównaniu do par hetero - ma gorzej). Taki temat, takie zagadnienie!!! Wyobrażacie sobie taki dylemat w Polsce? Chyba za 200 lat... Dalej Martta z Finlandii - napisała tekst o związkach osób tej samej płci w świetle prawa fińskiego i szwedzkiego. Uznała, ze prawo fińskie jest refleksem zachowawczości społeczeństwa fińskiego i uznaje TYLKO związki partnerskie osób tej samej płci, nie zaś małżeństwa. Trwa debata, zobaczymy.
Rozumiecie co chcę powiedzieć? Polska NA PRAWDĘ odstaje... Jestem wywoływana do tablicy, żeby opowiedzieć o "prawnych ciekawostkach", o kształcie debaty publicznej, o sławnych na całą Europę postaciach z rządu Kaczyńskiego (i nie tylko). Nie wstydzę się i nie peszę, ale po prostu ja chcę żeby się to zmieniło!!! Chcę żeby w Polsce było inaczej, bo gdzie indziej jest i to dobrze funkcjonuje, jest źródłem czegoś lepszego, niż mamy w Polsce.

Z tego co zauważam, kwestią która jest w Szwecji obecnie ważna, przynajmniej w gronie aktywistów LGBTQ, jest walka z transfobią. Jakkolwiek wszystkie formy wykluczenia i dyskryminacji są ze sobą w jakimś stopniu tożsame, okazuje się, że feminizm potrafi być transfobiczny. Że kategoria trans - dziś, tu, w społeczeństwie, gdzie widok trzymających się za ręce kobiet i mężczyzn na ślubnym kobiercu jest czymś codziennym i normalnym - jest kategorią z pogranicza, dlatego wzbudzającą lęk. Przylepia się jej plakietki wynaturzenia, dewiacji, fanaberii.
Oto ciekawy tekst, który znalazłam na profilu kolegi z SFQ grupy - Warrena (pisałam, że na tym pierwszym zapoznawczym spotkaniu od razu powiedział o swoim trans doświadczeniu) -

A propos Warrena - w necie można znaleźć video jakie nakręcił ze swoim mężem w ramach akcji
"It gets better". Portal http://www.itgetsbetterproject.com/ i cała akcja zostały zainicjowane przez amerykańskiego dziennikarza Dana Savage'e po tym, jak na zebraniu rady miejskiej w Teksasie jeden z zasiadających w niej radnych popełnił wzruszające i wstrząsające jednocześnie wyznanie, którego źródłem były powtarzające się doniesienia na temat samobójstw popełnianych przez nastoletnich gejów i lesbijki, którzy nie potrafią sobie poradzić z prześladowaniami w szkole i w najbliższym środowisku (polecam, jeśli jeszcze nieznane: http://www.ted.com/talks/joel_burns_tells_gay_teens_it_gets_better.html).

Link to video Warrena, który porusza kwestię transseksualistów:

A za parę dni... Uppsala Pride!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz