Odwiedziny dziewczyn w ubiegły weekend były doskonałą rozrywką i relaksem. Popijanie trunków w pokoju, wspólne, wieloosobowe posiłki podczas których mówi się po polsku - to coś czego nie miałam przez ostatnie dwa miesiące:)
No i wszystko to z antyrasistowskim queer festiwalem w tle. W czwartek poszłyśmy na film, który okazał się dość "ciężkim" przekazem wzbogaconym narracją na żywo odczytywaną przez autorkę - Hilary Goldberg. Zaciekawiła mnie druga część - dotyczyła współczesnego oblicza Los Angeles. To miasto będące nieraz synonimem Hollywood i tego, co z Hollywood zrodzone - niekoniecznie wysoka, ale na pewno kultura. Film przedstawił nie do końca chwalebne oblicze miasta - opuszczone budynki, zaniedbane tereny, brak eko-polityki, za to wciąż rozrastający się system więziennictwa. Był to dla mnie wstrząs, biorąc pod uwagę fakt że w ciągu ostatnich 2 miesięcy zdołałam zapłodnić swój mózg wyobrażeniem LA pochodzącym prosto z serialu "L Word"...
W trakcie festiwalu można było wpaść na darmowe/lub pay as much as you can - śniadanie. Pieczywo i wegańskie dodatki, musli, jogurty i tym podobne śniadaniowe produkty można było zjeść w mieszczącym na górnym piętrze głównego festiwalowego punktu - kina Slotsbiografen (ponoć to w tym właśnie kinie mały Ingmar Bergman zadecydował, ze zostanie reżyserem).
Z opcji śniadań korzystałyśmy, ale wiele zależało od tego, kiedy na poczęstunek się dotarło (jedzenie szybko znikało). Jednak zapasy były uzupełniane i właściwie przez cały dzień można było w stosownej cenie podczas festiwalu coś do jedzenia nabyć. Piątek był też dniem, w którym miała się odbyć projekcja krótkiego filmu zrealizowanego przez Radykalną Akcję Solidarną po zabójstwie Maxwella Itoi (http://www.solidarnizmaksem.bzzz.net/?q=node/1), który Monika przywiozła z Warszawy. Mimo entuzjazmu organizatora festiwalu - Jonasa, naszego krótkiego wstępu przed projekcją (wygłoszonego dla nielicznej, ale jednak zaciekawionej widowni) oraz rozdystrybuowania materiałów RASu na temat sytuacji imigrantów w Polsce pokaz się nie odbył... (niewyjaśnione problemy z nasza płytą). Jednak kolejna szansa istniała - w sobotę pokaz krótkich filmów miał się odbyć po raz drugi i wtedy właśnie (już niestety bez wstępu:) bez problemów technicznych film został wyświetlony. Jesteśmy bardzo dumne z tego polskiego akcentu, tym bardziej, że film zmontowany jest z nagrywanych na telefon komórkowych filmów pokazujących całe zajście, oraz z komentarzy policji, pani prezydent Warszawy (czy raczej braku komentarza, bo na filmie mówi tylko policjant) - jest więc dość przejmujący.
W piątek robiłyśmy też zakupy we wspominanych już poprzednio uppsalskich secondhandach, a o 16.00 ja opuściłam dziewczyny udając się na mój wolontaryjny dyżur. Dyżur ostatecznie sprowadził się do... robienia kanapek które (wraz z ciastami, muffinami i innymi pysznościami) później były sprzedawane wygłodniałym festiwalowiczom podczas imprezy tanecznej, na którą my dotarłyśmy pomiędzy projekcją dokumentu o czarnych transseksualistach woman to man, a queerowym porno butch (opis filmu na stronie festiwalu :"This award-winning sex-radical butch-femme porn-classic is sure to turn up your emotions.":) No rzeczywiście film podziałał na nas dość ostro... Oglądanie seksu w konfiguracji butch-femme tak bardzo przypominało klasyczny porno układ hetero, że powstaje pytanie - czy seks może być egalitarny??? czy jednak zawsze ktoś ma władzę - szczególnie na porno filmach.
Na sobotni poranek zostawiłyśmy sobie pchli targ ale... zapomniałyśmy że 6 listopada to szwedzkie święto zmarłych...Targ był zatem niestety opustoszały, ale znalazłyśmy dwa stoiska z całkiem dobrymi towarami, także i ciuch i kolczyk został zakupiony. Potem udałyśmy się do budynku festiwalowego w celu rozstawienia się z naszymi propagandowymi materiałami prosto z Polski. Monika wysłała paczkę z ulotkami, broszurami (m.in. z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny), Ewa dowiozła materiały z Fundacji Autonomia. Do tego piny i gipsowe cipki na sprzedaż. Gdy dotarłyśmy na miejsce okazało się, że większość organizacji już się "rozłożyła", ale na szczęście przy wstawiennictwie uroczej Cecylii udało nam się zająć stolik (na spółkę z kolegą ze szwedzkiej organizacji antydyskryminacyjnej) i tak przez kilka godzin sobie przy tym stoliku zasiadałyśmy. Osoby które zatrzymywały się zaciekawione starałyśmy nieco poinformować w temacie organizacji, których materiały miałyśmy, powodów, dla których w maju 2010 roku zostały wyprodukowane gipsowe cipki itd. Materiały które nam zostały są obecnie w mojej szafie - mam nadzieję, że jeszcze się przydadzą. My same tez zwiedziłyśmy kilka stoisk. Były m.in. organizacja ochrony zwierząt, przedstawiciele gminy, organizacja anarchistyczna oraz lokalne przedstawicielstwo RFSL - The Swedish Federation for Lesbian, Gay, Bisexual and Transgender Rights (http://www.rfsl.se/uppsala/). W międzyczasie dołączyły do nas (przybywając ze Sztokholmu) Magda i Diana, z którymi to spędziłyśmy resztę dnia i nocy - najpierw na wspólnej kolacji i piciu alkoholu, potem zaś na queer imprezie będącej zwieńczeniem festiwalu. Jednak jeszcze przed imprezą uczestniczyłśmy w fenomenalnym występie pisarki, performerki i aktywistki Staceyann Chin. Mądra, piękna, zabawna - publiczność pokochała ją od pierwszego słowa. W stylu podobna do Eve Ensler, a i to co mówiła (odczytywała) z Monologami Waginy też miało coś wspólnego. Promowała najnowszą książkę o swoim dzieciństwie na biednej i homofobicznej Jamajce (książkę zakupiłyśmy, mamy tez dedykację od Staceyann). Próbki tego, co ma miejsce podczas spotkań z tą inspirującą i wspaniałą postacią można oczywiście znaleźć na youtubie-->http://www.youtube.com/watch?v=bGk3-OJX7KE
Sobotnia wieczorna impreza była dość osobliwa, bo klub w którym się odbywała zdawał się być tym z rodzaju "straight", niż "queer", co objawiło się choćby w tym, że stojąc w kolejce do wejścia zostałyśmy "zaatakowane" przez grupę wciętych 18-latek dopytujących nas czy jesteśmy "gay" i czy ten klub jest dziś "gay"??? Zdaje się że nie miały złych intencji, po prostu chciały się upewnić, ale zrobiły to w dość natarczywy sposób....
Impreza była reklamowana jako Chew Disco Pride Illegal - Gala for LGBT person without residence permit, a jej organizatorami była ekipa z Liverpoolu - Emma i Khalil, przy wsparciu performerów i artystów. Kim są i co robią - tego można się dowiedzieć z ciekawego i inspirującego wywiadu z E&K http://uppsalapride.wordpress.com/2010/11/03/why-you-should-go-to-chew-discos-pride-illegal-gala-for-lgbtq-peole-without-residence-permit/
Dlaczego to robią, jak to robią, idea DIY music and movies, pomysł na dość kontrowersyjny plakat, który miał w ich zamierzeniu zderzyć obraz przemocy, opresji i wyzysku (tak mocno obecny w grindhousowej ikonografii!!) z mającymi dokładnie odwrotny przekaz hasłami - to wszystko bardzo mnie urzekło. Wieczór był na prawdę miły, na scenie pojawiały się postacie niczym z groteskowego filmu, był też koncerty (m.in. hipnotyzująca soulowa artystka Seinabo Sey), dobra muzyka do tańca, ale... był też moment grozy. W pewnym momencie, kiedy to kolejnym występującym na scenie był kolejny mężczyzna (na dodatek biały) do mikrofonu przemówiła po angielsku dziewczyna, która prosto z mostu powiedziała, że jej się to nie podoba i że mają być tu tez kobiety i osoby czarnoskóre. Na scenę powrócił nieco zdezorientowany artysta, niestety niebawem uciszyła go kolejna osoba i zarzuciła organizatorom, że występ ten kłóci się z ideą festiwalu, bo afro-peruka na głowie białego mężczyzny to nie jest antyrasism. My (ale i wiele innych osób na sali) byłyśmy na prawdę zdziwione. Tym bardziej, że akurat występ tego pana, wyglądającego trochę jak postać "Murzyna" z "Alternatyw 4" (jeśli chodzi o rysy i fryzurę:), który w sposób na prawdę zabawny wyśpiewywał do podkładu tekst hitu "I will survive" dostarczył nam na prawdę dużo pozytywnych wrażeń. Ogólnie była to dziwna, kłopotliwa sytuacja. Organizatorzy Pride wyszli na scenę i prosili o wyrozumiałość, debatę, przeprosili też za całą sytuację. Mieli to przedyskutować - czy to zrobili, jeszcze nie wiem. Wiem jednak że miałam nieodparate wrażenie, że dziewczyny, które zgłosił swój sprzeciw jednak się trochę zagalopowały. Niedługo po ich wystąpieniach na ścianę rzucono archiwalne filmy pokazujące akcje i manifestacje z czasu Czarnych Panter i Martina Lutera Kinga. Tak jakby ktoś chciał udowodnić, że kobiety i czarni wkrótce by się w programie imprezy pojawili...
Imprezę opuściłyśmy jakiś czas przed jej zakończeniem - słyszałam, że było bardzo wesoło i tanecznie (włącznie z tańcami na scenie).
W niedzielę rano musiałyśmy się rozstać - odwiedziny dobiegły końca, ale festiwal jeszcze trwał. Udałam się na mój poranny dyżur, który zakończył się niespodziewanym uczestnictwem w warsztacie Feminist Self-Defence, który prowadzące go dziewczyny zgodziły się specjalnie dla mnie i Nesli używać języka angielskiego. To było bardzo miłe. Wiele aktywności i wykładów podczas UPride było tylko po szwedzku (ale i tak bardzo miło, ze cokolwiek było po angielsku!), co siłą rzeczy nie pozwalało nam brać udziału kiedykolwiek w czymkolwiek. W tym przypadku problemu nie było, grupa była nieliczna, wszystkie kobiety przystały na naszą prośbę. Było bardzo ciekawie i jakoś tak wyzwalająco. Nie brałam udziału w warsztatach WenDo w Polsce i choć tu słowo to nie padło, mam wrażenie że było to coś do WenDo porównywalnego. Uczyłyśmy się jak nie ustępować drogi (jeśli osoba - zwykle mężczyzna - z naprzeciwka wyraźnie od nas tego oczekuje), mówić nie, bronić się przed niechcianym "skróceniem" dystansu. Były też ćwiczenia przy użyciu worków treningowych (na wypadek skrajnie niebezpiecznych sytuacji bez wyjścia), ale ogólnie był to bardziej kurs pewności siebie i asertywności.
Po południu powróciłam do pozafestiwalowej rzeczywistości bez gości poprzez rytualne sprzątanie i pranie. Wspominam z rozrzewnieniem...
Aniu, ale to nie był "Murzyn" z "Alternatyw" to była Irena Szewińska!
OdpowiedzUsuńDiana
hahaha rzeczywiście. tzn. Murzyn z alternatyw nieco, nieco, ale jednak Irena - bez dwóch zdań:)
OdpowiedzUsuń