poniedziałek, 24 stycznia 2011

VT 2011 INTRODUCTION TILL UPPSALAS STUDENTLIV czyli semestr wiosenny

Jak to miło nie mieć w tym roku sesji egzaminacyjnej (wiosennej też nie będzie, tzn. będzie w postaci jednego egzaminu).
Za to zaczął się drugi semestr, nowe zajęcia (dość wymagające na co dzień i regularnie czyli brak kumulacji egzaminacyjnej na koniec semestru wiąże się z względnie intensywnymi zajęciami w ciągu całego semestru), nowe osoby zawitały do Uppsali (w mojej grupie to jakieś 85%!!!!)...
Wiosny co prawda nie widać, choć w zeszłym tygodniu była odwilż co pomogło mi wydobyć spod zaspy rower. Rower jest w doskonałym stanie i ja tez jestem w stanie lepszym odkąd nauczyłam się jeździć po lodzie i śniegu. Jak to miło jeździ rowerem zimą, móc sobie wszędzie nim dojechać, dotlenić się, zyskać na czasie...ehh...

Podczas "świątecznej" przerwy w Warszawie było bardzo miło, ale jednak nic nie zmieni oczywistego faktu, że w odróżnieniu od życia w zakorkowanej, brudnej, nieszanującej rowerzystów Warszawie z jedną linią metra (które mnie na szczęście dowozi na uczelnię) życie w małej, acz dobrze urządzonej pod kątem studentów, niepotrzebującej metra ani nawet autobusów komunikacji miejskiej (które oczywiście są), bliskiej Sztokholmowi, przyjaznej rowerom Uppsali jest po prostu bardzo wygodne. Ile się traci czasu na przemieszczanie, ile nerwów. Będąc tu jestem w takiej swoistej bańce która oddziela mnie od wielkomiejskich problemów:)
Zapewne są wielkie miasta w których takich problemów jest mniej (np. te w których można jeździć na rowerze nie ryzykując życia...), ale jednak prowincjonalność Uppsali mnie na prawdę urzeka. Dlatego cieszę się że jeszcze tu pobędę (i cieszę się na odwiedziny z Warszawy:)

Nowe zajęcia (Democracy and Human Rights from the European Perspective) zapowiadają się ciekawie. Pierwszy wykład prowadzony był przez prof. Maję Kirilovą Erikkson, która urzekła mnie podkreślaniem faktu, jak to Hugo Grotius mylił się, formułując swoją teorię prawa międzynarodowego-> nieopatrznie rozdzielił on bowiem sferę prywatną i publiczną, twierdząc, że prawa człowieka odnoszą się tylko do tej drugiej a pierwsza powinna pozostać... prywatną.
Stwierdziła też, że prawo międzynarodowe wyraża niebezpieczny dualizm męskości i żeńskości, a przejawia się to w tym, że mamy w nim do czynienia z rozróżnieniem źródeł prawa na tzw. hard-law (konwencje, które po ratyfikacji stają się prawem obowiązującym), i soft-law (deklaracje, rezolucje, które są tylko "drogowskazami", nie zaś prawem które można egzekwować).
Hard-law jest oczywiście tym męskim pierwiastkiem, a soft-law - czyli wszelkie deklaracje dotyczące praw kobiet i dzieci - żeńskim.
Zobaczymy, jak będzie przebiegała praca w mojej nowej working-grupie...

Oczekuję na wyniki egzaminu z Contemporary Jurisprudence, pisanego w stanie podgorączkowym, więc mam nadzieję że z sensem. Aczkolwiek ciężko było mi się skupić nie tylko ze względu na chorobę. Pierwsza połowa tego przedmiotu - pisałam o tym wcześniej - historia prawa - była bardzo ciekawa i inspirująca. Ale Jurysprudencja... może to kwestia doboru tekstów (no ale to niby teksty wybitnych, czołowych, najważniejszych...), może prowadzenia zajęć (wspominałam - visiting professor z Australii który nie zdołał mnie zafascynować tymi seminariami)... No było to takie teoretyzowanie, które oczywiście pomaga człowiekowi odnaleźć się w systemie prawa (czy powinno być tym samym co moralność, czy jest jedna moralność, czy w tym orzeczeniu zostały użyte argumenty teleologiczne czy deontologiczne), ale w odróżnieniu od teoretyzowania na temat historii, poznawania źródeł "tego systemu", dyskusji o tym, czy to jest dobre, czy nie - tu założenie było jedno--> dywagacje teoretyków prawa i argumentacji są na najwyższym poziomie, są wielkim skarbem, są efektem rozumowania godnych podziwu intelektualistów (wspominałam już, ze wśród czytanych przez nas teksów żaden nie był autorstwa wybitnej, rozumnej, błyskotliwej?). Dodatkowo była to jurysprudencja, ze tak powiem, mainstreamowa. Bo wiem, że istnieje też np. Jurysprudencja feministyczna (Catherine MacKinnon), ale o tej nikt się nie zająknął. Mam nadzieję, że zdam ten egzamin i będę to miała za sobą.


Ale dni stają się coraz jaśniejsze, do dobry znak!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz